"Biohacking 2" Karol Wyszomirski – Jak odzyskać energię, skupienie i kontrolę nad własnym ciałem
Sprawdź, jak proste rytuały, nauka o regeneracji i zarządzanie stresem mogą zmienić Twoją codzienność. Bez ściemy, bez teorii – tylko sprawdzone strategie.
Biohacking po raz drugi
Po przesłuchaniu pierwszej części Biohackingu byłem zaskoczony, jak wiele praktycznej wiedzy można upchnąć na tak małej przestrzeni. To była książka, która dała mi konkrety: co robić, czego unikać, jak podkręcić swój organizm i umysł, żeby działały lepiej, szybciej i wydajniej. Naturalnie, kiedy tylko usłyszałem o drugiej części, nie miałem żadnych wątpliwości, że ją też przeczytam.
Zrobiłem kilka notatek po pierwszej części i już wiedziałem, że chcę więcej. Karol Wyszomirski to nie jest autor od pisania teorii – to praktyk, który testuje wszystko na sobie i dzieli się tym w formie prostych instrukcji. Nie pcha się z ego na okładkę, nie robi z siebie guru, tylko daje Ci wiedzę, którą możesz od razu wdrożyć. Dlatego gdy „dwójka” wpadła mi na słuchawki to od razu ją włączyłem.
„Biohacking 2” to tak jakby kolejny poziom wtajemniczenia w świadome zarządzanie swoim ciałem, umysłem i codziennym funkcjonowaniem. I już po pierwszych rozdziałach wiedziałem, że to będzie książka, do której będę wracał wielokrotnie – jak do podręcznika, nie jak do jednorazowego poradnika.
Umysł i psychika – jak je hakować?
Kiedy mówimy biohacking, wielu ludzi od razu myśli o suplemencie w kapsułce albo czerwonym świetle do twarzy za tysiąc złotych. A Wyszomirski pokazuje, że cała prawdziwa rewolucja zaczyna się nie w apteczce, tylko w głowie. I że bez ogarnięcia mentalu – cała reszta to tylko ładne opakowanie bez zawartości.
Hakowanie koncentracji
Jedna z najciekawszych rzeczy, które wyciągnąłem, to rola środowiska i rytuałów. Zamiast szukać dopalacza do skupienia, zacznij od eliminacji tego, co Cię rozprasza. Dźwięki, powiadomienia, social media – to wszystko to małe przecieki energii, które rozwalają Twoją moc skupienia. Wyszomirski mówi jasno: chcesz wejść w tryb „snajpera”? Zbuduj swoje warunki bojowe.
Poleca też narzędzia do zarządzania skupieniem – od techniki Pomodoro po konkretne apki i biofeedbacki. Ale najlepsze jest to, że zawsze zaczyna od głowy, nie od gadżetów.
Sen jako fundament wszystkiego
Ile razy słyszałeś „musisz się wysypiać”? Niby banał, ale Wyszomirski tłumaczy, dlaczego to tak kluczowe dla całego systemu – od regeneracji hormonów po klarowność myślenia. Wprowadza proste zasady:
zero ekranów przed snem,
chłodne i ciemne pomieszczenie,
wieczorne rytuały.
Nic, czego nie da się wdrożyć od jutra. Ale właśnie to jest siłą tej książki – to działa.
Motywacja i flow
Nie chodzi o to, żeby się motywować. Chodzi o to, żeby zbudować system, który sam Cię niesie. Autor pokazuje, że prawdziwa motywacja nie bierze się z haseł, tylko z:
mikronawyków,
klarownej wizji,
i zmiany otoczenia.
Motywacja to nie benzyna, którą dolewasz – to efekt dobrze poustawianych trybików. I jak je ustawić? Ta książka to mapa.
Zarządzanie stresem
„Stres to nie wróg. Wróg to Twoja reakcja na stres.”
I to jest absolutna prawda. Książka pokazuje techniki oddechowe, mentalne kotwice, poranne rytuały i metody budowania odporności psychicznej, które nie wymagają wizyty u terapeuty – tylko konsekwencji.
Uczy, że zdrowy stres może być Twoim sprzymierzeńcem, a nie czymś, od czego trzeba uciekać.
Ciało jako system – odżywianie, ruch, regeneracja
Ciało traktowane nie jako przypadkowa masa mięśni i kości, ale jako precyzyjna maszyna, którą trzeba regularnie serwisować.
Wyszomirski nie serwuje dietetycznych modnych bzdur, tylko rzeczy, które realnie działają. I wreszcie ktoś to powiedział głośno: każdy z nas to inny organizm, więc kopiowanie cudzego jadłospisu z Instagrama to jak picie suplementów na ślepo.
Zamiast kolejnych magicznych diet – świadome podejście do jedzenia, które opiera się na obserwacji siebie, testowaniu i dostosowywaniu. Wyrzuca do kosza ślepe trzymanie się kalorii, cheat meali i robienie z diety religii.
Jest dużo o insulinooporności, czasowym poście, keto vs. low carb vs. intuicyjne jedzenie. Ale wszystko podane w stylu „zobacz co działa u Ciebie”, a nie „zrób jak guru”.
Suplementy nie zrobią za Ciebie roboty. Ale jeśli już sięgasz po coś, rób to mądrze i świadomie. Poleca m.in. adaptogeny (np. ashwagandha, rhodiola), witaminę D3 z K2, magnez, omega-3, cynk – klasyka, ale w oparciu o badania i własne testy.
I najważniejsze: suplementacja to wsparcie, nie ratunek dla syfiastej diety i zajechanego ciała.
Trening: system, nie przypadek
Wreszcie ktoś pisze o treningu nie jako o "robieniu klaty", tylko jako budowaniu sprawności i odporności układu nerwowego. W książce znajdziesz podejście systemowe do ruchu – nie tylko siłownia, ale też mobilność, oddech, zimno, cardio oparte na HRV.
Możesz iść na siłkę, możesz ćwiczyć w domu, ale ćwicz świadomie, nie na autopilocie.
Ciało to system – zasilane, eksploatowane, regenerowane. I jeśli je rozumiesz, możesz z niego wycisnąć 110% mocy.
Technologie i gadżety – kiedy smart znaczy mądrze
Nie chodzi o to, żeby się obwiesić zegarkami, paskami i sensorami jak choinka w grudniu. Gadżety to narzędzia – nie mają robić nic za Ciebie, tylko pomóc Ci lepiej zrozumieć swoje ciało.
W książce pojawiają się m.in.:
zegarki HRV (do badania zmienności rytmu serca) – mega sprawa do monitorowania, czy jesteś zregenerowany czy wypalony jak tost;
monitory snu – bo sen to baza, a my najczęściej mamy tylko złudzenie, że śpimy dobrze;
światło czerwone i NIR – pomaga w regeneracji, snu, nawet nastroju. Brzmi dziwnie? Działa;
aplikacje oddechowe i medytacyjne – do zarządzania stresem i resetowania układu nerwowego w 5 minut;
testy biologiczne i kwestionariusze – do lepszego zrozumienia swoich braków, hormonów, rytmu dobowego.
Ale Wyszomirski nie każe Ci tego wszystkiego kupować. Mówi raczej: „to są narzędzia, ale to Ty masz nimi sterować, a nie one Tobą”.
Styl życia – rytuały zamiast przypadków
Albo Ty zarządzasz swoim dniem, albo dzień zarządza Tobą. Karol pokazuje, jak ustawić swój dzień na torach, które prowadzą do efektywności, spokoju i wysokiej energii. I nie chodzi o jakiś magiczny poranek milionera, tylko o:
poranne światło i ruch zamiast Instagrama i kawy,
zimne prysznice, by odpalić układ nerwowy,
oddychanie przeponowe w ciągu dnia zamiast scrollowania TikToka,
reset wieczorny z wyłączeniem bodźców, a nie zasypianiem z serialem.
Prosto? Tak. Trudno? Na początku. Ale da się. W książce wszystko jest rozpisane jak dla ludzi – bez zbędnej filozofii i lania wody.
Nie potrzebujesz laboratorium – potrzebujesz świadomości i kilku powtarzalnych schematów, które niezauważalnie zmienią Twoje życie.
Co wdrożyłem po lekturze?
Nie jestem typem, który czyta książki o rozwoju, kiwa głową i odkłada na półkę. Jeśli coś mnie przekonuje – testuję. A "Biohacking 2" to była pozycja, po której miałem ochotę przeorać swój dzień, od pobudki po wieczorne rytuały. I właśnie to zrobiłem.
Poranek bez telefonu. Zamiast włączać ekran – otwieram okno, łapię światło i robię krótki ruch. Zmieniasz to i nagle masz czysty umysł, nie ładujesz się dramatami z sieci.
Zimny prysznic – codziennie. Na początku dramat. Po tygodniu? Turbo.
Monitorowanie snu – nie dla gadżeciarskiego bajeru, tylko żeby zrozumieć swój organizm. Nagle widzisz, jak jedzenie, trening czy kłótnia wpływają na Twój sen.
Oddech – niby wszyscy oddychamy, ale jak zaczniesz robić to świadomie (np. przez nos podczas cardio), regenerujesz się szybciej niż po drzemce.
Suplementacja? Tak, ale z głową. Magnez, omega-3, adaptogeny – ale dopiero po podstawach: ruchu, śnie, jedzeniu i nawodnieniu.
Nie wszystko wdrożyłem od razu. Część testowałem, część modyfikowałem. Ale najważniejsze – po tej książce myślisz inaczej o swoim ciele i głowie. Nie jako o czymś, co się "musi ogarniać", tylko jako o systemie, który można usprawniać jak silnik w aucie.
Podsumowanie i rekomendacja
Dla kogo jest ta książka?
Dla ludzi, którzy chcą odzyskać energię, ostrość umysłu i kontrolę nad codziennością.
Dla tych, którzy mają dość „motywacyjnych cytatów” i chcą narzędzi.
Dla osób, które już coś ogarniają w temacie zdrowia i chcą wskoczyć poziom wyżej.
Ale też dla tych, którzy dopiero zaczynają – bo język jest prosty, konkretny i bez zadęcia.
Czego się po niej nie spodziewaj: lania wody, pseudonauki, coachingowych bajek. W zamian dostajesz praktyczne porady, konkretne procedury, listy narzędzi i wskazówki oparte na doświadczeniu, nie na Google.