Journaling – najtańsza terapia, jaką możesz sobie zafundować
Dowiedz się, jak codzienne pisanie dziennika pomaga zredukować stres, podejmować lepsze decyzje i odzyskać wewnętrzną klarowność – bez ściemy.
Journaling czyli dziennikowanie
Słowo „journaling” brzmi jak coś z Instagrama pewnej influencerki, ale nie daj się zmylić. To nie są różowe zeszyty i brokatowe długopisy. Journaling to codzienna praktyka, która – jeśli robisz ją uczciwie – rozwala ci głowę. W dobrym sensie.
To nie moda. To narzędzie.
A skoro masz głowę pełną myśli, które ciągle kręcą się jak chomik na dopalaczach, to warto dać im trochę przestrzeni. Kartka jest najtańszym psychoterapeutą. A jeśli używasz jej dobrze, może zmienić więcej niż niejeden coachingowy kurs za 4 tysiące.
Czym jest i czym nie jest journaling?
Journaling to regularne zapisywanie swoich myśli, emocji, pytań i wniosków. Może być surowy, chaotyczny, szczery do bólu. Może być estetyczny i poukładany – ale nie musi. Nie ma jedynego właściwego sposobu.
To NIE jest:
pamiętnik z dzieciństwa,
zestaw postanowień noworocznych,
narzędzie do autopromocji.
To sposób na rozmowę z samym sobą, ale nie w głowie – tylko na papierze. I to zmienia wszystko. Gdy coś zapisujesz, przestaje być mgłą. Nabiera konturu. Można to ocenić, przepisać, zrozumieć albo... spalić.
5 efektów ubocznych journalingu
Więcej klarowności
W głowie często masz 1000 myśli naraz. Na papierze widzisz je pojedynczo. Łatwiej wtedy zrozumieć, co ci naprawdę siedzi w środku.Uspokojenie układu nerwowego
Zapisanie emocji to często najlepszy sposób, by je zrzucić z barków. Czujesz złość, stres, lęk? Wylej to. Kartka nie przerwie, nie oceni, nie zapamięta.Lepsze decyzje
Jak już rozpiszesz wszystko, co masz do zrobienia / podjęcia / zrozumienia – łatwiej zobaczyć, co jest głupie, co realne, a co pilne.Rozwój samoświadomości
Zaczynasz zauważać schematy. Te same lęki, te same wymówki, te same błędy. A świadomość to pierwszy krok do zmiany.Większa odwaga
Czasem po prostu trzeba sobie coś przyznać. I lepiej zrobić to przed samym sobą, niż czekać, aż zrobi to życie.
Ale jak to robić żeby miało sens?
Nie ma jednej metody. Ale są pewne zasady:
Codziennie. Nie musi być długo. 5–10 minut. Ale regularnie.
Rano lub wieczorem. Rano, by ustawić głowę. Wieczorem, by ją wyczyścić.
Bez cenzury. Pisz jak jest. Nawet jeśli to głupie, brzydkie, niegramatyczne. To nie wypracowanie.
Na papierze. Możesz też na komputerze, ale ręczne pisanie mocniej działa na mózg. Osobiście piszę w aplikacji na telefonie Daylio.
I teraz najważniejsze: nie chodzi o to, żeby to było ładne. Chodzi o to, żeby to było prawdziwe.
Co pisać gdy nie wiem co napisać?
Nie masz weny? Super. To najlepszy stan na journaling. Pisz tak:
„Nie wiem, co pisać. Ale dziś rano wstałem zmęczony. Może za mało spałem. A może za dużo mam na głowie, co mam na głowie..”
I jedziesz. Cokolwiek. Twój mózg odpali się sam. To jak odkurzanie – najpierw kurz, potem przejrzystość.
Dla porządku, oto kilka sprawdzonych pytań, które możesz sobie zadawać:
Co teraz czuję?
Co mnie ostatnio dręczy?
Czego się boję?
Co chcę dziś osiągnąć?
Na co nie mam wpływu i mogę odpuścić?
Albo klasyk: "Co bym powiedział sobie sprzed 5 lat?" – zaskoczy cię, ile wyjdzie.
Odkrywanie - nie planowanie
Nie zacząłem journalingu dlatego, że przeczytałem o tym w książce. Zacząłem, bo miałem za dużo w głowie. Zbyt dużo myśli, których nie ogarniałem. Za dużo emocji, które udawałem, że mnie nie dotyczą.
Dopiero kiedy siadasz z dziennikiem – serio, bez bodźców zewnętrznych, bez muzyki, bez rozpraszaczy – widzisz, co tak naprawdę myślisz. Nie to, co mówisz innym. Tylko to, co nosisz.
Czasami wychodzi ze mnie tekst, którego w ogóle nie planowałem. Nieświadome potrzeby, ukryte lęki, stłumione pragnienia. I nie zawsze jest to ładne. Ale zawsze jest prawdziwe.
To nie terapie lecz bywa terapeutyczny
Nie mylmy pojęć – journaling to nie substytut psychologa. Ale bywa bardzo pomocny. Bo zanim zaczniesz gadać z kimś innym o tym, co cię boli, warto porozmawiać sam ze sobą.
To forma autoterapii. Własny język emocji. Miejsce, gdzie możesz powiedzieć wszystko – i zobaczyć, że świat się od tego nie zawalił.
Nie chodzi o to, żeby wszystko rozumieć. Chodzi o to, żeby przestać udawać, że nic się nie dzieje.
Jakie błędy popełniają ludzie
Chcą, żeby było „ładnie”
Zapomnij. To nie Instagram.Piszą tylko, gdy jest źle
A co z wdzięcznością, sukcesami, dobrą kawą i uczuciem spokoju?Przestają po tygodniu
Journaling działa jak siłownia – efekt nie przychodzi po dwóch treningach. Ale przychodzi.
Ciekawostka
Wielu przedsiębiorców prowadzi dzienniki decyzji. Wpisują, co zrobili danego dnia, dlaczego, co czuli i jaki był efekt.
To pozwala im analizować własny styl podejmowania decyzji, błędy, intuicje. Ray Dalio, autor „Principles”, robi tak od lat.
To nie tylko emocjonalna sprawa. To strategiczne narzędzie myślenia.
5 pytań do Ciebie
Kiedy ostatni raz zapytałeś siebie: „Czego ja właściwie chcę?”
Co powtarza się w Twoim życiu – mimo że tego nie chcesz?
Co najbardziej boisz się napisać na kartce?
Co dałoby ci najwięcej spokoju – gdybyś się na to zdecydował?
Kim byś był, gdybyś przez rok pisał codziennie, bez ściemy?
Zostaniesz żurnalistą?
Nie musisz być pisarzem, żeby prowadzić journaling. Musisz być tylko gotów spojrzeć sobie w oczy. Codziennie. Bez ściemy. Bez filtrów.
To prosta praktyka. Ale działa, jeśli robisz ją uczciwie. Daje ci wgląd. Klarowność. Ulgę. Oddech.
Bo jak nie znasz siebie – to kto ma cię znać?