Sztuka odmawiania – dlaczego „nie” może być lepsze niż „tak”
Asertywność bez poczucia winy. Jak stawiać granice, nie przepraszać za siebie i odzyskać kontrolę nad własnym życiem.
Odwagi! To tylko “NIE”
Żyjemy w kulturze, w której „tak” to złoty standard. Tak dla pomocy. Tak dla nadgodzin. Tak dla zaproszeń, które cię nudzą. Tak dla projektów, których nie chcesz. Tak dla ludzi, których nie lubisz. A potem leżysz wieczorem i zastanawiasz się:
"Dlaczego znów zrobiłem coś wbrew sobie?"
Bo od dziecka uczono nas, że grzeczne dzieci mówią „tak”.
Gdzie asertywność?
W efekcie uczymy się żyć na cudzych warunkach. Na cudzym grafiku. W cudzych butach. Tylko że one cholernie nas obcierają.
“Tak” to pułapka
Każdy z nas zna ten moment kiedy ktoś czegoś chce, a ty – żeby nie wyjść na chama, żeby nie zawieść, żeby się przypodobać – mówisz „tak”.
Z uśmiechem. Może nawet z udawaną ochotą. Ale wewnętrznie wrzeszczysz.
Dlaczego to robisz?
Bo boisz się, że stracisz sympatię.
Bo wydaje ci się, że odmawiając, jesteś gorszy.
Bo nauczono cię, że odmowa to brak empatii.
Bo czujesz się winny, że wybierasz siebie.
Ale prawda jest brutalna:
Kiedy zawsze mówisz „tak” innym – zbyt często mówisz „nie” sobie.
To pułapka.
Na początku wydaje się niewinna. Jedna przysługa. Jeden wieczór. Jedna zgoda. Ale z czasem… zaczynasz żyć cudzym życiem. Robisz rzeczy, które cię nie kręcą, nie rozwijają, nie interesują. Zamiast żyć po swojemu – delegujesz kontrolę nad sobą innym ludziom.
I wiesz co? Oni to czują. I będą wracać. Po jeszcze. I jeszcze.
Bo wiedzą, że u ciebie „tak” to standard. A „nie”? To mit. Bo przecież jesteś taki pomocny.
Postaw granice
Od dziecka słyszymy: „Nie bądź niemiły”, „Nie odmawiaj babci”, „Nie wypada odmówić nauczycielowi, szefowi, sąsiadce, szwagrowi, teściowej, kotu…”
Aż w końcu wyrastamy na ludzi, którzy boją się jednego z najważniejszych słów w życiu: NIE.
Ale „nie” to nie przemoc.
To komunikat.
To znak drogowy twoich granic.
To tarcza twojej energii,
To filtr twoich priorytetów,
To strażnik twojego zdrowia psychicznego.
Każde „tak” ma swoją cenę.
I jeśli rozdajesz je bezmyślnie, tylko żeby nie sprawić komuś przykrości – to ktoś inny zapłaci rachunek. A tym kimś jesteś Ty.
Ty zostaniesz po godzinach.
Ty zrezygnujesz z treningu, żeby pomóc.
Ty odwołasz swój plan, żeby „ratować projekt”.
Ty pójdziesz na wesele, na które nie masz siły ani ochoty.
Ty zmęczysz się, wypalisz, stracisz radość z życia.
I nie – to nie będzie ich wina.
To będzie twoja nieumiejętność postawienia granicy.
Asertywność to nie arogancja
Ludzie mylą odmowę z atakiem. Ale to bzdura. Asertywność to odwaga powiedzenia „nie”, bez potrzeby przepraszania za to, że masz własne życie. Odmów z klasą. Bez agresji. Ale też bez poczucia winy:
„Dziękuję, ale nie mogę się tego podjąć.”
„Doceniam, że pomyślałeś o mnie, ale tym razem muszę odmówić.”
„Nie jestem w stanie teraz pomóc – mam swoje zobowiązania.”
„Czuję, że przekracza to moje granice, więc nie.”
Proste. Konkretne. Ludzkie. I najważniejsze – zdrowe. Nie tłumacz się ze swojej granicy. Objaśnij ją, jeśli trzeba – ale nie przepraszaj, że ją masz.
Dlaczego mówimy „tak”, gdy chcemy „nie”
To nie jest przypadek. To programowanie społeczne, trening emocjonalny i mała, podstępna potrzeba bycia "miłym".
Oto największe powody, dla których mówimy „tak”
1. Chcemy być lubiani - boimy się, że jeśli odmówimy:
ktoś się obrazi,
przestanie nas szanować,
przestanie nas zapraszać,
przestanie nas „lubić”.
Ale co to za relacja, w której musisz rezygnować z siebie, żeby utrzymać sympatię?
To nie relacja. To układ. A ty w nim jesteś przyciskiem „TAK” na żądanie.
2. Boimy się konfliktu - lepiej zgodzić się od razu, niż:
tłumaczyć się godzinę,
słuchać wyrzutów,
wchodzić w napięcie.
Tyle że to szybka ulga, długoterminowy ból. Mówisz „tak” dla świętego spokoju, a potem sam/a nie możesz spać, bo znów zrobiłeś coś wbrew sobie.
3. Nie umiemy znieść ciszy po odmowie - odmowa często kończy rozmowę.
Zapada cisza. Ktoś robi kwaśną minę i wtedy czujesz się winny. Ale to nie ty tworzysz tę niezręczność – ty po prostu wyraziłeś swoją wolność.
Nie bądź pizzą
Mówienie „nie” to nie grzech. To nie egoizm. To akt odwagi. To moment, w którym bierzesz odpowiedzialność za własne życie, zamiast oddawać je kawałek po kawałku, bo „tak wypada”. Każde Twoje „tak” coś kosztuje – i jeśli rozdajesz je z lęku, to płacisz Ty.
Asertywność to nie bycie trudnym – to bycie autentycznym. Bo na końcu dnia nie chodzi o to, ilu ludzi cię lubi – tylko czy Ty sam siebie jeszcze szanujesz.
Nie jesteś pizzą. Nie musisz każdemu smakować.