Wybory prezydenckie 2025: Dlaczego głosujemy przeciw, a nie za?
Polityczna iluzja wyboru, manipulacje kampanii i jak odzyskać realny wpływ jako obywatel.
Nie interesujesz się polityką. Ok. Polityka za to interesuje się Tobą.
I co teraz?
Znowu te wybory. Znowu te twarze na banerach, które przez miesiąc będą ci mówić, że jesteś najważniejszy. Że wszystko, co robią, robią dla ciebie. Że teraz to już na pewno będzie lepiej. Znowu ci sami ludzie, z tymi samymi obietnicami, których już nawet nie pamiętają z poprzednich kampanii. Ale nie szkodzi – ty też już tego nie pamiętasz. Bo nie miały być zapamiętane. One miały tylko zadziałać. Miałeś głosować robolu, ty i ja, a potem do pracy.
Włączasz wiadomości – cyrk. Wszyscy mają rację. I wszyscy się mylą. Dużo gadają, mało robią. Nie ma konkretów.
Ci z PiSu nienawidzą Platformy. Ci z Platformy boją się PiSu i w sumie to też ich nie lubią, bo nie i tyle. Ludzie będą głosować na tych, żeby tamci nie wygrali, nie myśląc jakim jest kandytatem.
Demokracja zmienia się w plebiscyt na mniejsze zło. I to zło... wciąż wygrywa. Słyszę głosy, że za PIS to było gorzej, potem że teraz jest w ogóle najgorzej i tak w kółko.
Jeśli mnie pamięć nie myli to zawsze było najgorzej. Nasze Polskie “tak to jest” i narzekanie, jednak pamięć krótka jak u rybek w akwarium. Pójdzie taki do restauracji 5-gwiazdkowej i powie “za słone”, “za długo w piecu” itd.. nie dogodzisz, tak jak w polityce.
Ale w tym całym hałasie zapomnieliśmy o najważniejszym:
To my mamy władzę.
To my wybieramy.
To od nas zależy, czy znowu damy się wkręcić w tę samą grę z nową muzyką.
Bo jeśli co kilka lat robimy dokładnie to samo, a potem jesteśmy zdziwieni, że nic się nie zmienia – to znaczy, że problem nie jest tylko w politykach. Problem zaczyna się w naszych głowach.
I pytanie brzmi: czy jesteśmy gotowi przestać być tylko widzami tego politycznego serialu?
Czy może znowu zrobimy popcorn, usiądziemy na kanapie i...
…zagłosujemy „żeby tylko tamci nie wygrali”?
Czas obietnic - czyli polityczne święto kłamstwa
Wybory to najbardziej perfidny sezon roku. To jak Black Friday polityki – promocje, których nie ma, obniżki bez pokrycia i gratisy, które nigdy nie dotrą do twojej skrzynki.
Sztuczne uśmiechy.
Sztuczne deklaracje.
Sztuczne gesty, które mają wyglądać jak szczerość, ale śmierdzą jak tania gra aktorska w teatrze objazdowym.
Politycy odwiedzający schroniska, seniorów, rolników i szkoły – przez trzy tygodnie. Potem magicznie znikają. Nie ma ich. Pufff… Dumbledor’y.
Debata
12 maja 2025. Debata prezydencka. Wielkie wydarzenie, pełna mobilizacja, telewizje szykują oprawę jak do finału mundialu. Ale zamiast merytorycznej rozmowy – dostajemy cyrk na pięć kamer i dwie główne gwiazdy: Rafał i Krzysztof – duet, który bardziej przypominał toksycznych ex niż kandydatów na głowę państwa.
Od początku było wiadomo, że reszta kandydatów przyjechała tylko po to, żeby statyści się zgadzali. Nawrocki i Trzaskowski zdominowali scenę jakby to był Big Brother – nie dlatego, że mieli coś konkretnego do powiedzenia, tylko dlatego, że najgłośniej krzyczeli i najcelniej wytykali sobie błędy.
Debata, która powinna być szansą, by poznać programy, wizję i priorytety kandydatów, zamieniła się w bitwę na riposty. Zamiast odpowiedzi – dogryzki. Zamiast planów – personalne przytyki. Zamiast liderów – showmani.
Co się stało z powagą urzędu prezydenta?
Gdzie ta funkcja reprezentatywna, ta głowa państwa, która powinna budzić szacunek i jednoczyć, a nie jątrzyć?
Na sali ciężko znaleźć kogoś kto wyglądałby jak przyszły prezydent. Było za to dwóch facetów, którzy zachowywali się, jakby brali udział w castingu do nowego sezonu „Hotelu Paradise: Edycja Polityczna”.
Stanowski powiedział to najlepiej – to nie była debata. To była żenada.
I trzeba mu przyznać rację – bo nawet najbardziej zaangażowany obywatel po tym spektaklu miał ochotę wyłączyć telewizor i zwymiotować tak jak powiedziała dziennikarzyna z TVP.
To nie są rozmowy o przyszłości Polski. To są minutowe riposty jak rolki na Instagramie, które mają wciągnąć widza w ten bezmózgowy spektakl.
To są freak fighty w garniturach, tylko bez ringu i bez rękawic. Podawanie sobie kopert na wizji, jakieś zdjęcia, wytykanie sobie palcami. Dziecinada.
Sondaże?
To już nie badania opinii. To narzędzia wpływu.
Zrobisz sondaż, pokażesz, że twój kandydat „wygrywa” – ludzie zaczną wierzyć, że warto na niego głosować. Bo przecież nie będę marnować głosu, więc zagłosują na tego, kto ma szansę.
I tak działa ta maszynka: manipulacja, która karmi się owczym pędem.
Reklamy wyborcze - zaśmiecanie ulic
Puste slogany, które nic nie znaczą i nigdy nie mają być zrealizowane.
„Polska przyszłości”,
„Czas na zmiany”,
„Wspólnie silni”
„Cała Polska naprzód”
Bo kiedy zaczynasz zadawać pytania, magia się kończy. Znika uśmiech z plakatu i zaczyna się prawdziwe oblicze polityki: alzheimer powyborczy.
Znika numer kontaktowy.
Znika „bezpośredni kontakt z kandydatem”.
Znikają obietnice, które miały być „priorytetem”.
Zostajesz ty, twoje rachunki, twoja praca i twoje rozczarowanie.
Bo to nie są obietnice – to strategiczne manipulacje. Wycelowane w emocje, w gniew, w nadzieję. Polityka przestała być służbą, a stała się teatrem marionetek i rankingiem popularności.
Głosuj z głową
Wybieraj tak, jakby chodziło o Twoje życie prywatne. Bo o to tutaj chodzi.
Nie dlatego, że:
kandydat dobrze ripostuje w debacie,
ma dobry PR i ładne filtry w mediach,
należy do "tej" partii od 20 lat,
sąsiad powiedział, że "ten to przynajmniej krzyczy głośno",
a plakat na rogu nie został jeszcze zamalowany sprayem.
Wybieraj, bo czujesz, że ten człowiek jest spójny z Tobą. Że jego decyzje, jego życiorys, jego wartości – mają sens. Że nie zmienia zdania, jak zmienia się trend w Google oraz, że nie mówi tego, co chcesz usłyszeć, tylko to, co trzeba powiedzieć.
W Polsce głosujemy jakby to był konkurs „Kogo nie chcemy bardziej”.
"Nie chcę PiSu."
"Nie chcę Platformy."
"Byle nie Konfederacja."
"Byle nie lewica."
To nie jest wybór. To jest odruch obronny. To jak wzięcie ślubu z kimś, bo… nie lubisz jego konkurencji.
Nie głosuj dlatego, że się boisz. Głosuj, bo wiesz, czego chcesz.
Nie wybieraj plakatu. Wybierz człowieka.
Nie głosuj dlatego, że "wszyscy tak głosują". Głosuj wbrew modzie, jeśli trzeba – ale zgodnie z sobą.
Nie daj sobie wmówić, że nie masz wyboru bo zawsze masz. Tylko czasem jest trudniejszy do zobaczenia niż to, co świeci się w telewizji.
Pokaż mi swojego kandydata, a pokażę ci Twoją przyszłość.
Bo ten wybór to nie głos. To podpis pod umową na pięć lat.